
Z rana bolała mnie głowa i gardło, nie czułam się dobrze i postanowiłam, że będzie to Dzień Piżamowy. Rzeczywistość jednak zajrzała brutalnie prosto w oczy: ostatnie zakupy były 23 grudnia, co oznacza, że kończyły nam się artykuły pierwszej potrzeby: banany, jajka, chleb, ocet. Chcąc nie chcąc, ubrałam się więc i poszłam, a jak już poczyniłam takie radykalne kroki, i miałam okazję wyjść z domu sama, to poszłam sobie przez Rozlewisko.
This morning, I had a headache and a sore throat, I wasn't feeling well, and I decided to call it Pajama Day. But reality stared me in the face: my last shopping trip was on December 23rd, which meant we were running out of basic necessities: bananas, eggs, bread, vinegar. So, reluctantly, I got dressed and went. And when I had finally taken such radical steps and had the opportunity to leave the house alone, I walked through the Pool.

Pojawił się jakiś zalążek zimy: lekutko przyprószyło. Wciąż jest brzydko i szaro buro, ale jednak to jakaś odmiana w tej permanentnej skali szaro-burości.
A hint of winter has appeared: a light dusting of dust. It's still ugly and gray, but it's a change in the permanent ugly-gray scale.

Wciąż mocno mgliście, ale akurat ten brak widoczności mi nie przeszkadza, bo w takiej brzydocie to co oglądać ;p A wręcz może ta mglistość dodaje jakiegoś takiego wątpliwego, mrocznego uroku.
It's still very foggy, but this lack of visibility doesn't bother me, because there's something to see in such ugliness ;p Or maybe this foggyness adds some kind of dubious, dark charm.



Dla głębszego poruszenia odświeżyłam sobie zdjęcia z tego miejsca z wiosny. Ah! Święta odhaczone, jeszcze sylwester, i już można odliczać do wiosny wiosenki wioseneczki <3
To further stir the spirit, I refreshed my spring photos from this place. Ah! Holidays are off the table, New Year's Eve is still to come, and we can already count down to spring, spring, spring <3





